środa, 14 sierpnia 2013

Powrót....

Blog był założony z założeniem, że będę tutaj pisał o moich przygotowaniach do maratonu i do tego pojawi się kilka relacji z biegów które szczególnie utkwiły w mojej pamięci. Relację z biegów już praktycznie napisane... start w maratonie zawieszony... Mimo tego będę kontynuował pisanie :-)
Teraz kolejny etap w moim bieganiu pod tytułem "Rekonwalescencja".

Dzisiaj odbyłem drugi trening po przerwie... ostatnio było dwa kilometry. Dzisiaj w zamierzeniu było 5 km spokojnym tempem. Zrobiłem porządną rozgrzewkę lecz delikatną :-) Teraz dla mnie to podstawa. No i co?
Pogoda do biegania wyśmienita! Słupki rtęci pokazują 17 stopni. Na trening nie brałem nawet wody ze względu na długość, intensywność i pogodę. 
Zmieniłem nawet trasę... pobiegłem w inną stronę niż zazwyczaj. Tempo spokojne... zakładałem 5:50-6:10 i udało się cel ten osiągnąć. Dystans wyszedł nieco ponad 6 km. Czyli przyzwoicie :-) Po treningu jeszcze chwilę się porozciągałem ot tak dla zasady ;-) 
6,14 km, średnie tempo 5:45 km/min 

No i co?
Zadowolony jestem :-) Udało się. Noga sprawowała się całkiem nieźle. Teraz nie boli... Jutro też nie będzie bolała :P Przynajmniej mam taką nadzieję :-) W tym tygodniu postaram się jeszcze z raz ruszyć i zrobić znowu z 5 km.
ps.
całkiem fajny park odkryłem który jeszcze odwiedzę :-)
Pozdrowienia

wtorek, 13 sierpnia 2013

Po Chmielakach (w oczekiwaniu na kolejną relację z biegu)... część druga

Z przymrużeniem oka ;-)

Końcówka lata 2012 to mało sportowy tryb życia w moim wykonaniu. Biegania zero. Jedynie trochę roweru i siatkówki plażowej... No i oczywiście grzybobranie :-) Sporo czasu spędzałem na wędrówkach po lesie. Podziwianiu drzewostanu... nasłuchiwaniu cudnych dźwięków lasu no i wypatrywaniu grzybów. Czasem dało się spotkać jakieś zwierzątko... Choć zwierzątka to udawało się spotkać i u siebie na działce :-)


Kret vs Psotnik

Tym razem będzie o bohaterze słynnej czeskiej kreskówki... z nim walka trwała dość długo... Jedna z dawnych zasad ludowych mówi o tym, że kret ryje o 5 rano i 5 po południu... :-)
Ranna pora była mi prawie, że na rękę... można było wstać i trochę posiedzieć bo do pracy na 8:00. Niestety za często mi się nie udawało zbudzić o tej porze :-/ A gdy wychodziłem z domu już widniały piękne kopce :-)Może do rekordowych było im daleko ale sięgały 30-40 centymetrów wysokości. 
Po południu też się często z nim mijałem :-/ Nie było mnie kilkanaście minut a on już zrobił to co trzeba i zmykał... Lecz pewnego razu widzę... :-) Poziom adrenaliny wzrasta... Można to porównać do losowania lotto gdy losują ostatnią liczbę w dużym lotku a pierwsze pięć już się zgadza z zaznaczonymi przez nas na kuponie... ;-) Podobnie jest tutaj :-) widzimy już pięć górek i czekamy na tą szóstą ze szpadlem w ręku :-) Serce bije szybko... Coraz szybciej... próbuję wyrównać oddech by kret się nie wystraszył. Już jest słabo... mijają sekundy i nic... zadowolić się ostatnią górką która się pojawiła?? I ładować w nią szpadel?? Czy jeszcze chwilę zaczekać?? To jest dylemat ! <myśli> <glowi_sie>. Pewnie mnie usłyszał i już nawiał... aż tu nagle... coś się dzieje :-) dość blisko mnie bo do celu mam niecałe dwa metry... jest pierwszy ruch ziemi :-) Teraz trzeba zachować stalowe nerwy! Bo druga staropolska zasada mówi, że kto jest raptus i dwóch pierwszych sypnięć nie przeczeka to wtedy kret pod ziemię zawsze ucieka! Więc ja spokojnie... czekam na drugi ruch pozostając w swoim pierwotnym miejscu. Jest drugie sypnięcie... górka ma już wysokość 5 centymetrów(jedna kretownia czyli jednorazowo wypychana ziemia  to zazwyczaj 100-150 gram). Nie zdążyłem nawet pomyśleć o kolejnej staropolskiej zasadzie gdy jest trzecie sypnięcie... I teraz już nie ma czasu na myślenie! Szpadel trzeba wbić jak najgłębiej się da!! Niech to licho jeśli trafimy na kamień. (Mnie się to jeszcze nie przytrafiło ale literatura wspomina o niejednokrotnych takich przypadkach które to napsuły krwi i zniweczyły niejedno polowanie niejednemu dzielnemu ogrodnikowi, działkowcowi czy jak tam zwał tego kto z kretem walczy). Czyli wbijamy jak najgłębiej się da!! Staramy się ważyć nasze możliwości! Bo niejeden wbił szpadel na sztycha... I co z tego? Skoro potem nie miał tyle siły by przerwać darni trawy i wyrzucić kreta na powierzchnię ziemi!! Dlatego warto najpierw zrobić trening i zapoznać się z powierzchnią... Ja z działkową nawierzchnią jestem doskonale zapoznany wiem niemal na co każdej strony działki mogę trafić... Dlatego gdy pojawił się trzeci ruch bez zastanowienia szpadel postawiłem osiem centymetrów od środka górki, wskoczyłem na niego by wbił się na sztycha (coś około 28 centymetrów) i szybkim zwinnym ruchem wywaliłem ziemię w górę! No i co?? A jeszcze wrócę do tych ośmiu centymetrów... to już moja autorska odległość :-] Zwyczajowo średnica tunelu nie przekracza 7 centymetrów więc daję te cztery centymetry zapasu by nie zrobić nic krecikowi bo jak wiadomo jest on objęty częściową ochroną gatunkową. W wywalonej ziemi która leci ku górze często już można zobaczyć tego osobnika... Tak było i tym razem :-) Akcja zakończona sukcesem. Nie trzeba było wbijać drugi raz szpadla!! (Czasem trzeba zastosować tą metodę). Kret miękko wylądował tuż obok swojego kretowiska jednak był nieco zamroczony po upadku dzięki czemu szybko trafił na szpadel a potem do wiaderka... By jeszcze tamtego dnia zaliczyć przeprowadzkę w miejsce gdzie nie będzie mi wadził.



Pozdrowienia i powodzenia!!


Po Chmielakach (w oczekiwaniu na kolejną relację z biegu)... część pierwsza

Z przymrużeniem oka ;-)

Zbliżam się ku końcowi z relacjami.
Ostatnio opisywałem Półmaraton Chmielakowy... Było ciężko ale się udało. Zakwasy wystąpiły nadzwyczajne ale czas upłynął i przeszły...
W głowie pozostały wspomnienia z tego wypadu.... :-)
Koncerty...
muzyka zróżnicowana... ;-)
Przypominają się pierwsze rapsy na kaseciaku... ;-)


Na święcie chmielu mój przyjacielu... Najwyższy czas by zajrzeć do kufla ;-) 
A była to sobota więc już nie trzeba było stosować rygorystycznych ograniczeń ;-)

Jak pisałem muzyka zróżnicowana... następnego dnia na scenie panowały już inne klimaty. Już w samej drodze pod scenę napotkałem pochód chmielakowy... :-)


A na scenie grały między innymi takie kapele:

i



Na sam koniec zagrała Kapela Czerniakowska... Tą już chyba kojarzy sporo osób... Dlatego jej nie nagrywałem :P


pozdrowienia 


niedziela, 11 sierpnia 2013

dzień po... ;-)

Wczoraj było ostrożnie i bardzo słusznie. Bo podczas dnia czułem te dwa kilometry :P  Grzało w stopę czy tam kostkę  i lekko kulałem :P
Niestety nie jest jeszcze dobrze...  ale z biegania nie będę rezygnował.
W tym tygodniu postaram się wyjść ze dwa razy na jakieś 5 km i zobaczymy co dalej....:-)  No i dorzucę rekreacyjnie  tenis :-) Przecież niedługo rusza US Open :-)


Pozdrowienia

sobota, 10 sierpnia 2013

Jestem tu....

Dzisiaj według planu przygotowującego mnie do maratonu miałem pobiec coś koło 16 km. Ale to jeszcze nic... bo tempo miało być dość szybkie. Dwa tygodnie temu pomyślałbym, że fajny trening i na spokojnie do zrobienia. Ale sporo się zmieniło.
Dwa tygodnie przerwy i powróciłem :-)
Myślałem, że w sobotę wypada 11 dzień tego miesiąca. Ale to dopiero jutro jak się okazuje (muszę złożyć życzenia). Mimo tego na sobotę szykowałem się do sprawdzenia stanu technicznego mojej nogi. Wczoraj przemyślałem, że nie ma sensu robić tak ciężkiego treningu...no chyba, że chcę wydłużyć rozbrat z bieganiem na kolejny miesiąc albo i dłużej. Założyłem sobie, że zrobię coś kolo 2-3 km. Rano zadzwonił brat, że dzisiaj wraz z kuzynem zadebiutowali w łódzkim parkrun-ie. Brat zrobił 21 minut a kuzyn 23 minuty. Mi jakoś ciężko było się zebrać do biegu po przerwie. Odkurzyłem zegarek i buty.... bardzo ostrożna rozgrzewka i ruszyłem.... też bardzo ostrożnie, tempo baaaardzo rekreacyjne, delikatnie stawiałem nogę by jej nie przeciążyć ale niestety musiałem się zatrzymać po pierwszym kilometrze :-/ Zegarek zgubił sygnał GPS... po chwili złapał ponownie i ruszyłem dalej. No i za chwilę byłem pod domem. :-)



Przebiegnięty dystans to aż 2,3 km. Tempo 6:09 min/km. Stan nogi stabilny. Dało odczuć się, że nie jest w pełni sprawna ale z czasem powinna wrócić do sprawności. Mam nadzieję, że podczas kolejnych godzin nie zacznie boleć. No i co dalej..... ?
Start w maratonie raczej odpada. A przynajmniej nie we wrześniu.  Biegać będę, ale ten miesiąc bardzo ulgowo.


Pozdrowienia

środa, 7 sierpnia 2013

Prognozy....

Jakie są prognozy na dalsze bieganie? Na mój start w maratonie?

Planowałem wznowić treningi 11 sierpnia, czyli planowana przerwa to dwa tygodnie :-/ Niestety to dość sporo tym bardziej, że cały plan treningowy to tylko osiemnaście tygodni.
Z nogą nie jest już bardzo źle. Chodzi się już praktycznie jak przed kontuzją. Zrobiłem dzisiaj krótki trucht w drodze do lidla... taki w tempie 7min/km niezbyt długi bo ze sto metrów :-) ale noga działała.  :P 
Mam nadzieję, że zgodnie z planem w sobotę wrócę już do biegania i pojawi się tutaj opis dłuższego biegu i moich dalszych decyzji w sprawie maratonu :-)
Teoretycznie czeka mnie to : 8km po ok. 5:25-30km+ 8km po 4:40km czyli stosując starą metodę (odjęcie z tempa po 15 sekund) może być okrutnie ciężko... chyba to zbyt dużo jak na powrót. Zobaczymy jak będzie się czuła stopa!


Pozdrowienia !!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Podsumowanie lipca :-)

Do 25 lipca szło wszystko zgodnie z planem i miał to być mój rekordowy wynik w karierze biegowej. 
Skończyło się tak:


I tak niezły jak na mnie wynik :-) No i ogromna nauczka na przyszłość... Jak już wrócę do trenowania to będę ostrożniejszy. Rozgrzewkę potraktuję priorytetowo i nie będę bagatelizował urazów. Tymczasem do bieganie wracam 10 sierpnia (o ile już będę do tego zdolny).



o