sobota, 28 września 2013

Parkrun - odsłona druga !

Udało się wystartować! Wczoraj powrót z wczasów i małe obawy o formę... ;-)
W sumie to nie wiedziałem czy wstanę tak wcześnie? Ale jak się okazało już koło 7:00 zbudziło mnie burczenie w brzuchu... 
Niestety głód mnie pokonał i nie zjadłem standardowego śniadania jakie jadam przed treningiem... Biegnąc rozgrzewkowo w kierunku parku poczułem pastę jajeczno-majonezowo-kurczakową ;-) I ogólnie czułem się pełny. No ale dobra. Dzisiaj i tak celem było zrobienie tego biegu w czasie koło 24 minut. Nogi zmęczone po codziennych spacerach w Barcelonie :-) Miał ktoś kiedyś zakwasy w części podeszwowej stopy? Ja mam :-) Jak się okazało trampki to nie jest najlepsze obuwie na całodzienne aktywne zwiedzanie ;-) 
No ale gdy już dotarłem w okolice startu nie zobaczyłem zbyt wiele osób.  Chyba sporo biegaczy ma dzisiaj wolne przed jutrzejszym maratonem i półmaratonem który odbywa się w Nottingham (też miałem w nim startować... ale uraz przerwał moje przygotowania). Do tego jak się okazało trasa minimalnie uległą zmianie w dniu dzisiejszym. Wszystko przez "Goose Fair". To taki dość spory coroczny festyn, który odbywa się w pierwszym tygodniu października w Nottingham. Karuzele już się rozkładają na Foreście i dlatego trasa wydłużyła się o 150 metrów... 


Za tydzień Parkrun w ogóle tutaj się nie odbędzie. No ale dobra...
Wróćmy już do zawodów. Na linii startu znalazło się zaledwie 40 biegaczy. Zauważyłem, że nie ma zeszłotygodniowego faworyta(pewnie jutro biegnie dłuższy dystans).  Do tego kilka osób debiutujących. Krótka gadka, że trasa nieco inna niż zawsze no i start! Dzisiaj ustawiłem się nieco bardziej z przodu :-) A co tam? Do przodu wyrwało od razu kilka osób i już wiedziałem, że na trasie będę widział już tylko ich plecy i to przez kilka minut bo potem oddalą się na znaczną odległość.  W połowie pierwszego kilometra byłem na 11 miejscu :-) Wtedy przemyślałem, że skoro jest tak mało osób to nie mogę zając gorszego miejsca niż ostatnio. Wiedziałem, że czeka mnie ciężki wyścig... Ale udało mi się jeszcze przed ukończeniem pierwszego kilometra wskoczyć na 10 lokatę. Gdy zaczął się podbieg awansowałem na miejsce 9 i zobaczyłem kolejny cel... Zaraz znalazłem się na 8 miejscu i już myślałem o prześcignięciu kolejnego zawodnika gdy nagle to ja zostałem wyprzedzony :-/  Dobra na szczęście udało się dogonić innego biegacza i jestem już na 8 miejscu! Jeśli utrzymam tą lokatę to będzie lepiej niż w zeszłym tygodniu!!! A może jeszcze awansuję? Awansuję!! Bo po raz drugi wyprzedziłem rywala i tym razem widzę, że osłabł i biegnąc z górki oddalam się na przyzwoitą odległość. W połowie dystansu jestem już siódmy :-) Do następnych zawodników tracę koło 150 metrów a może więcej? Jednak powoli dystans się zmniejsza do mężczyzny, który widać, że słabnie i biegnąca przed nim dziewczyna ucieka mu. A co tam? Gonię gościa i widzi moje plecy na trzecim kilometrze. Pewnie zastanawia się co mam napisane na koszulce... bo przez kilkanaście metrów próbuje jeszcze nawiązać walkę ale jak się okazuje bezskutecznie. Dobra jestem szósty a do mety dwa kilometry. Przede mną czterech mężczyzn i jedna dziewczyna. Mam do niej straty około 50 metrów. Jednak odległość się nieco zwiększa i tracę wiarę, że jeszcze ją dogonię. Widzę, że ma zaliczonych już minimum 10 biegów i że jest dość młoda ;-) Wyczytałem to z koszulki :P Dobra zaczyna się podbieg! Mam za sobą 3330 metrów. Nawrót :-) Wolontariusze biją brawo najpierw koleżance a potem mi :-) Postanowiłem zaatakować :-) Atak skuteczny. Chwilę biegniemy równo lecz po chwili przyspieszam albo ona zwalnia?  W dalszej części podbiegu zyskuję kilka albo i kilkanaście metrów przewagi. Zostaje kilometr do końca. Czyli ostanie metry pod górkę by za chwilę móc poczuć ulgę. Jestem w pierwszej piątce :D Hura! Następny zawodnik daleko przede mną... ale jak się okazuje  też mam sporą przewagę a do tego udaje mi się kogoś zdublować! Ostatnia prosta i jestem na mecie w czasie 21:30 na dystansie o prawie 200 metrów dłuższym niż 5 km . Na zegarku pokazało się 5 km w 20:48 czyli ciut lepiej niż ostatnio. Choć teoretycznie rekordu trasy nie zrobiłem.


Chwilę jeszcze się porozciągałem pogratulowałem moim "rywalom" i wolniutkim truchtem udałem się do domu.  Łączny dzisiejszy dystans to prawie 8 i pół kilometra.  Już niedługo zaczyna się nowy miesiąc a w nim postaram się wprowadzić jakiś porządek w treningach :-)

Za tydzień być może wystartuję w innym Parkrunie... ? O ile pozwoli czas :-)

Oficjalne wyniki tutaj

Pozdrawiam

sobota, 21 września 2013

czasu brak...

Po dzisiejszym poście nastąpi tydzień przerwy w pisaniu na blogu... a dzisiaj też nie będzie za długo.No to start:
Gdy ja kończyłem swój trening biegowy mój brat miał już w nogach prawie 10 kilometrów w Oslo. I pewnie się zastanawiał czy to dobrze dobrał tempo. A mój trening biegowy zgodnie z zapowiedzią to start w tutejszym Parkrunie. Jednak jak się okazało był to dopiero 24 bieg na Foreście. Wstałem skoro świt czyli o 7:30 bułka z dżemem i herbatka to mój zestaw śniadaniowy :-) O 8:40 wyszedłem z domu by zdążyć na czas. Trochę się porozciągałem i ruszyłem w kierunku parku. Kilosiedemset to dystans rozgrzewkowy w tempie 5:31. Potem już oczekiwanie na start i dalsze rozciąganie. Jakaś krótka przemowa którędy pobiegnie trasa no i odliczanie... three, two, one...  potem jeszcze jedno odliczanie bo coś jeszcze nie było tak. No ale w końcu się udało. Ruszyliśmy. Ja nie nastawiałem się na żaden wyścig w tym biegu.  Wystartowało z tego co wyczytałem 54 osoby. Sporo osób debiutowało... Na początku do przodu wypruł taki jeden murzynek(coś a'la MO Farah). I tak biegł w osamotnieniu od początku do końca. Ja wystartowałem z samego końca. Jakoś lubię tego typu rozwiązanie. Początek biegu i pierwsza prosta to wyprzedzenie ponad połowy stawki. Gdzieś po przebiegnięciu 600 metrów postanowiłem policzyć który jestem. Sposobność do tego była bardzo dobra bo na otwartej przestrzeni było to widać przejrzyście. Okazało się, że jestem 15... Kurde... chyba za szybko. No ale co tam... Puls już wysoki :-) Na takim lubię biegać przecież! Na pierwszym kilometrze byłem już na 13 lokacie. Zastanawiałem się czy dam radę utrzymać takie tempo do końca czy zaraz to ja będę tym biegaczem na pożarcie :P  Drugi kilometr to podbieg i to całkiem wyraźny. Może nie tak wyraźny jaki był w łódzkich biegach przygotowujących biegaczy do Maratonu Warszawskiego :P (paradoks?). Ale jak się okazało nie był on taki straszny bo gdy piknął drugi kilometr w garminie byłem już na 11 miejscu. A co dalej? Skoro był podbieg to musiał być i zbieg z górki :-) Dało się trochę odpocząć... Na otwartej przestrzeni zobaczyłem, że stawka rozciągnięta i każdy biegnie osobno. Jeszcze przed ukończeniem trzeciego kilometra awansowałem na 10 pozycję! Został  tylko jeden ciężki kilometr a potem już na lajcie z górki :-) No i dało się awansować na 9 miejsce na tym podbiegu. Za chwilę odwróciłem się za siebie i moja przewaga się powiększała. Ale do ósmego już nie było możliwości dojść... Ostatnią prostą z górki biegło się przyjemnie. Nawet zdążyłem zamienić kilka słów z jednym z wolontariuszy... Zapytał czy zmieniłem trening z podbiegów na Parkrun... :-), skojarzył mnie jak podczas którejś soboty trenowałem na górce :-) No i udało się!! Zająłem 9 miejsce na 54 biegnące. Niezbyt liczne grono biega w tym parku. Jednak w Nottingham Parkrun organizowany jest w trzech parkach :-) Może któregoś razu pobiegnę też w innym. Czas jakimi zmierzono to 21 minut i 17 sekund... ja zapomniałem wyłączyć stopera po przebiegnięciu linii mety :P

Na mecie zeskanowali mój kod i zaprosili na posiadówkę przy herbacie i ciastkach... ale nie miałem czasu na taką gościnę. Zrobiłem z cztery skłony i ruszyłem truchcikiem do domu :-) Pokonując jeszcze dodatkowe 2 kilometry w tempie 5:58! Hura!! 

ps. 3 godz. 31 min. 10 sek. wynik brata!! Jest życiówka :P Gratulacje!! Aczkolwiek liczyłem, że pęknie 210 minut :-/ i przegrałem zakład... 
pps. Może i mi będzie dane za kilka lat napisanie relacji z maratonu :P

środa, 18 września 2013

tutaj też...

W Polsce jesień ale i tutaj też... temperatury maksymalne sięgają 15 stopni. Rankiem i wieczorami poniżej 10... Do tego zaczęło kapać z nieba. Niby zapowiadają jeszcze ocieplenie ale mimo tego pora przyzwyczaić się do takiej aury.
Też mam jakieś objawy jesienne:P Katar itp...  Wczoraj wieczorem nawet wahałem się czy dzisiaj pójdę pobiegać. Obudziłem się i nie było źle <a_psik>... Więc zjadłem tylko jedną bułkę na słodko :-) Wypiłem herbatkę odczekałem pół godziny i wyruszyłem na dwór...
Ubrałem nawet bluzę ze względu na temperaturę. Chwilę rozciągania przed domem a następnie przycisnąłem start w garminie i zacząłem powoli przebierać nogami. Oczywiście w momencie startu nie wiedziałem ile kilometrów pojawi się na zegarku po zakończeniu biegu... Biegnąc myśli się zmieniały to wydłużając bieg to skracając. Dodam tylko, że dzisiaj mój bieg to nie tylko trening ale też przy okazji wydrukowanie kilku rzeczy. Więc gdy na niebie pojawiła się spora chmura już miałem biec w kierunku punktu druku. Ale za chwilę okazało się,ze jest już za późno bo już zmokłem... Ale tylko dwa kilometry biegłem z deszczem(siódmy i ósmy). Ostatecznie wymyśliłem, że będę biegał godzinę i dwadzieścia minut. Co przy moim dzisiejszym tempie miało dać 15 km. Na samym końcu biegania po parku przebiegłem kilkaset metrów z uczniami pobliskiej szkoły :P Ach te lekcje WueFu w terenie! Fajnie było! Sama końcówka to już bieganie po uliczkach koło miejsca docelowego by dobiec do zamierzonych 80 minut.

Po wydrukowaniu(na bank mniej niż 5 minut) miałem już wracać spacerkiem... Ale jednak się rozmyśliłem i dotruchtałem do domu. Tym samym dorzucając jeszcze 2 kilosy w tempie 5:25 :D
Dodam tylko, że przy okazji wydrukowałem sobie barcody na sobotni Parkrun :-) Więc zapowiada się mój debiut na tych zawodach. A okazja ku temu dobra bo w ten weekend wypada okrągły 50 Parkrun!
Więc najprawdopodobniej kolejny trening będzie w sobotę.


Pozdrawiam!


poniedziałek, 16 września 2013

Nie lubię poniedziałków...

Wstaję 8:15... :-)
Czemu nie lubię? Ot tak dla zasady. Ale zdecydowanie lepszy ten poniedziałek od wczorajszej niedzieli... Człowiek się normalnie czuje i funkcjonuje. Ech... Stracony cały dzień... To co się stało w sobotę w sklepie to był jakiś znak. Kupując asortyment na wieczór stłukła się butelka przy kasie... Smutno się zrobiło. Przeprosiłem :P Spaliłem buraka... Na szczęście za drugą nie musiałem płacić... Pomyślałem, że przez miesiąc nie pojawię się w Lidlu:P No... I to zdarzenie to chyba był znak... Ale jak się znaków nie przestrzega to potem się żałuje:P No ale dobra! jest poniedziałek. A to dobry dzień na wprowadzenie w życie nowych postanowień. Pora więc na robienie kilometrów a także na odpoczynek od takich wieczorów jak w sobotę... :-P
Wstałem, zjadłem lekkie śniadanie i ruszyłem na trening...
Biegło się nawet dobrze. Choć pod koniec już było ciężej. Pogoda w kratkę. Wychodziłem to świeciło słońce. jednak zimno dość. Przebiegłem z dwa kilometry i zaczęło padać. Ale od piątego kilometra już przestało i ponownie wyszło słońce. Do tego wiatr wiał który wysuszył ubranie:-)
Zrobiłem trochę ponad 10 km po Foreście...


Tempem takim jak widać:
Mam zamiar w tym tygodniu przebiec się jeszcze z dwa razy. Obym tylko znalazł na to chwilę.
Tymczasem pora szykować się do pracy.
A no i mam zamiar ułożyć sobie jakiś plan treningowy bądź znaleźć jakiś i zacząć go realizować. Bo taki chaos który obecnie biegam na dłuższą metę nie jest najlepszy.... 


Pozdrawiam 

niedziela, 15 września 2013

Bieg Niepodległości 2012 - wilk syty i owce całe

W roku 2011 się wystartowało...
http://www.psocior.blogspot.co.uk/2013/07/2.html
Zakład sprzed roku się zbliżał. Z trenowaniem było słabo... Chociaż to ja z uczestników zakładu ruszałem się najwięcej. Jednak gdy okazało się, że wyjeżdżam za granicę udało mi się namówić pozostałych uczestników na przełożenie zakładu. Wilk syty i owce całe. :-) Jednak na rok 2013 do zakładu dołączyła jeszcze jedna osoba! Czyli w rywalizacji biorą udział następujące osoby:
Główny faworyt - Rabi czyli brat mój :-)

Przebiegnięte w tym roku 1326 kilometrów, w tym roku debiutował w maratonie a za tydzień kolejny start na dystansie królewskim! Moja życiówka na 10 km jedynie o 14 sekund lepsza od jego. Do tego moja jest z roku 2011 a nie z 2013 :-/ Jednak w biegu ze mną jeszcze nie wygrał.... to mnie pociesza ;-)
Kolejny zawodnik! Lewus!

Rok temu prezentował lepszą formę. Jednak ja mam na koncie dwie porażki z nim. Nieobliczalny jest. W tym roku przebiegł zaledwie 70 km. Jednak większość z tych kilometrów zrobił w tym miesiącu! Realizuje plan treningowy przygotowujący go do dychy w... ? ileś minut... jednak owiane jest to tajemnicą na jaki czas się przygotowuje. Pociesza mnie to, że ostatnimi czasy przybrał sporo na wadze...
Profil kolejnego zawodnika... Jest odważny. Bo co za śmiałek dołączył by do rywalizacji? Tym bardziej, że grono zawodników jest mocne! Jednak w jego zawodzie odwaga to konieczność.
Czy zrobione w tym roku ponad 250 km wystarczy by nie zająć ostatniego miejsca? A może powalczy o pierwszą lokatę? Ostatnimi czasy również przyspieszył z treningami i biega coraz szybciej... Pociesza mnie to, że "Bednar"  jeszcze nigdy nie startował w tego typu zawodach! Może po prostu zje go trema?
To właśnie trzej moi przeciwnicy z zakładu.

Wielkimi krokami zbliża się kolejny Bieg Niepodległości. W połowie października ruszają zapisy... Jednak zapisanie się i opłacenie biegu to pierwszy etap który trzeba zaliczyć. Do tego trzeba się zjawić 11 listopada w Warszawie. No i co najważniejsze wystartować i ukończyć bieg! Do tego nie zajmując ostatniego miejsca!
Ja z bieganiem różnie. Jednak planuje być przygotowanym na początek listopada na czas 41 minut. Zobaczymy jak to będzie... Jednak nie pociesza mnie to..., że chyba nie polecę :-P Szanse na to są niewielkie... A kolejne przełożenie zakładu może być ciężkie :-/ Czy będę musiał stać się posiadaczem miesięcznego wąsa? Oby nie...!!
Bieg Niepodległości 2013 - owce całe a wilk z wąsami? :P
Zresztą... kto tutaj jest wilkiem?

Pozdrawiam!!

ps. Dodam tylko, że w roku 2012 w Biegu Niepodległości wystartował jedynie Rabi! Dyszkę zrobił w spacerkowym tempie i uzyskał czas 49 minut.

czwartek, 12 września 2013

jak Dzik...

taki impulsywny i niezbyt... no :-/
No niezbyt mądry :-/
Nie to żebym miał coś do dzikiej świni(choć o niej też napiszę kiedyś). Chodzi mi o bohatera Dzikowego Skarbu.
Jemu rzadko zdarzało się pomyśleć przed czynem a o rachowaniu nie było mowy. Lekko ważył on swoje zdrowie i życie... Postać barwna i bardzo pozytywna. Jak czytałem książkę ponad 15 lat temu to był moim idolem... a czasem omijałem inne rozdziały by czytać tylko o Dziku :-)

No ale przejdźmy już do meritum.
W tym tygodniu miałem przebiec 30 km... Poniedziałek wolne. Odpoczynek po sportowej niedzieli. We wtorek pojechaliśmy na tenisa. Jednak pograliśmy tylko 45 minut i nawet nie dokończyliśmy meczu. Przy stanie 5-5 w pierwszym secie pojechaliśmy do domu. Potem obejrzałem filmik. Ten oto:
http://vimeo.com/74178863
I taka mnie chęć na bieganie naszła, że pójdę pobiegać. Jednak nie poszedłem i obraziłem się na świat :P
I miałem już w ogóle odpuścić bieganie i zaprzestać pisanie bloga...
Środa też zamułka...
Dzisiaj wolne w pracy więc postanowiliśmy pojechać dokończyć mecz w tenisa. Udało się dokończyć i udało mi się wygrać!! Oba sety po tie-breaku. 7-6, 7-6!!
Sylwia bardzo zniesmaczona porażkami chciała wziąć rewanż. Jako, że miała do tego prawo to nie odmówiłem. Zapomniałem jednak zabrać swoich opasek na kostkę :-/ I pewnie dlatego kolejny mecz przegrałem w dwóch setach...  ;-) Graliśmy równo dwie godziny a niektóre wymiany zasłużyły na gromkie brawa.
W południe doszedłem do wniosku, że jeszcze nie rezygnuję z biegania:-) W sumie to zostałem zmuszony do nie rezygnowania... No i dobrze!! Bo jakby to było gdybym przestał biegać? Wancioł by urósł jak Obeliksowi. No...
Najgorsze jest to, że nie mam teraz żadnego planu treningowego. Za każdym razem jak wychodzę pobiegać to nie wiem ile przebiegnę? Tuż przed wyjściem dostałem info z Polski, że zagrożony jest mój rekord na 10 km! Brat dzisiaj machnął ten dystans 42 minuty i 18 sekund!! Kurde to tylko 14 sekund gorzej od mojej życiówki!! Niezły jest! Forma przed maratonem dobra!
No ale dobra to i ja idę pobiegać. Musiałem przed wyjściem określić się za ile będę. Opłacało się... ale o tym wkrótce. No to rzuciłem, że za półtorej godziny ewentualnie godzina pięćdziesiąt.
Opaski na stopy. zegarek na rękę i ruszyłem. Centrum wodne to mój cel. Tak sobie pomyślałem. Ruszyłem spokojnie. Założyłem, że jest tam 18 km. Czyli tempo 5min/km to będzie półtorej godziny. Czyli idealnie! Jednak biegłem nawet nieco szybciej... Może i dobrze bo będąc w połowie okazało się, że mam do domu jeszcze 10 km. Ale po równym terenie tak mi się dobrze biegło, że postanowiłem powalczyć o życiówkę w półmaratonie. Szkoda tylko, że dopiero potem pomyślałem, że końcówka będzie mocno pod górkę :-/ No ale... Biegłem i szło dobrze. Na końcu jeszcze musiałem pokrążyć w okolicach domu żeby wyszedł dystans półmaratonu.
6 km oczekiwanie na auta... 20 km to podbieg :P








Podsumowując:
Półmaraton przebiegłem w tempie 4:40 min/km.
Czas wyszedł 1 godzina 38 minut 31 sekund.
Półmaraton mógłby dostać atest bo start i meta były w tym samym miejscu!
Niestety jako, że nie były to oficjalne zawody to musiałem walczyć z przebieganiem przez ulicę przy tym unikając utraty zdrowia... Udawało się to całkiem nieźle. Raz tylko musiałem postać 30 sekund... A do tego kilka krótszych zatrzymań po kilka sekund :-/  Co i tak było dobrym wynikiem. :-)
Po zakończeniu biegu zmęczony byłem. Tego nie będę ukrywał!
Jednak zadowolony jestem bo nogi całe i zdrowe! Ach te opaski doktora lewina :P
Nie no... to zwykłe opaski stabilizujące staw skokowy :-) Ale u mnie sprawdzają się rewelacyjnie!
To chyba tyle...
Ps. udało mi się nie spóźnić :-) dzięki czemu tuż po kąpieli zjadłem cieplutkie placki bananowe :-) Były pyszne!!
To tyle na dzisiaj!!
pps. głupie było pobiec w takim tempie... niestety poniosły mnie emocje :-/


Z biegowym pozdrowieniem!!  

niedziela, 8 września 2013

Sportowa niedziela :-)

Kto pamięta ten program w TVP? Wyczekiwało się zawsze na podsumowanie sportowe całego dnia. W dobie gdy sportowych kanałów nie było możliwość zobaczenia 5 minut urywek wydarzeń sportowych to była podjarka :-) Co nie? :-D
Więc i ja podsumuje wieczorem trochę wydarzeń. Oj to miał być sportowy miesiąc... i w sumie nawet jest.
W czwartek tenis. Na sobotę miał przypadać mój debiut w parkrunie. Zapisałem się, przydzielili mi moją stronę w internecie gdzie będę mógł na bieżąco śledzić moje wyniki oraz postępy o ile takowe nastąpią :-)
W piątek rozpadał się deszcz i nie chciało mi się iść wydrukować barkodu. Miał mi to ktoś wydrukować niestety zawiódł :-/ I wyszło tak, że odpuściłem ten start i przełożyłem na inny termin... być może za dwa tygodnie.
Przejdźmy w końcu do niedzieli.
Spało się dobrze i obudziło mnie śniadanie. Za oknem słoneczko zmotywowało mnie do wyjścia na trening. Planowałem, że pobiegnę do Wollaton Park nieco odpocząć od zgiełku miasta. Park bardzo fajny, obszarowo bardzo duży bo aż 202 hektary w samym centrum parku jest zamek. A po parku biegają sobie daniele. Do tego jest małe jeziorko. Miejsce do biegania bardzo fajne. Jednak już biegnąc zmieniłem decyzję i skręciłem w inną stronę. Pobiegłem na Colwick. Czyli centrum sportów wodnych. Też biega się tam przyjemnie. Mijamy boisko do krykieta, tor do gonitw konnych, trochę stawów, kanał itd... Ja niestety nie znam zbyt dobrze tych ścieżek :P  Ale z czasem być może poznam. Jako, że wczoraj nie pobiegłem postanowiłem dzisiaj nadrobić. Pierwsze 5 km które zrobiłem to był wczorajszy Parkrun a reszta to dzisiejszy trening:P  Łącznie wyszło prawie 16 km.

O równości tempa się nie wypowiadam... Z górki biegnę szybciej a pod wolniej i tak jakoś wychodzi takie nierówne :-) Zdarza się też, że pod górkę przyspieszam jak najdzie mnie ochota.

 Biegłem w opasce stabilizującej na prawej kostce. I naprawdę czuję się w niej pewniej. Dlatego jeszcze przez jakiś czas będę w tym biegał a nawet będę zakładał na lewą nogę również. Było tak dobrze, że miałem nawet dołożyć trochę kilometrów ale jako, że po obiedzie czekał mnie jeszcze tenis dlatego odbiłem w kierunku domu :-)
To nie moje nogi... pozdro Kikkan Randall

Po obiedzie tenis!! Po długiej przerwie wróciliśmy do rywalizacji męskiej. :-) Pierwszy set dla mnie 6-4, drugi dla Kamila 6-4. No i nadszedł set trzeci. Decydującym gemem okazał się siódmy w którym to ja podawałem. Trwał tyle co najdłuższy gem wczorajszego meczu Wawrinki z Djokovicem czyli ponad 20 minut albo i dłużej. Równowag było około 20. Szans na przełamanie też kilka. Jednak ostatecznie udało mi się wygrać. Obaj okupiliśmy ten gem sporą utratą sił bo wymiany były nietuzinkowe. Ostatecznie udało się wygrać 6-3.  I nadal pozostaję niepokonany w tejże rywalizacji! Jednak muszę potrenować nad swoim podaniem a dokładniej nad jego siłą. Kamil chyba przeniósł swoją dobrą zagrywkę z siatkówki na tenisa... Bo jest w nim moc! Mecz trwał blisko dwie godziny i wylałem sporo potu! I chyba na tyle tych akcentów sportowych dzisiaj.
Niech żyje sportowa niedziela!!

Plany na przyszły tydzień to 30 km biegania i minimum dwa razy tenis!  





Pozdrawiam!!